piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 11



 Przygotowania do ślubu szły pełną parą, byłem w nie strasznie zaangażowany mimo przygotowań do mundialu. Termin ustaliliśmy na 7 czerwca czyli nie cały tydzień od meczu otwarcia. Świadkową Anny była Mia a moim  świadkiem Lucas.

Na kilka dni przed ceremonią Mama postanowiła sprawdzić czy aby na pewno jej syn wszystko załatwił
- Davidku chodź tu. – zawołała mnie
- Tak mamo? - zapytałem
- Na pewno wszystko załatwione?
- Na pewno.
-Obrączki, ksiądz, kościół, sala, tort, catering, goście, samochód, zespół, kamerzysta, fotograf - zaczęła wyliczać kobieta
- Obrączki ma już świadek, ksiądz opłacony, kościół ozdobiony, sala też, tort przyjedzie w sobotę rano, catering ma być od razu na sali, goście potwierdzeni, samochód przyozdobimy w sobotę rano, zespół będzie godzinę przed weselem, fotograf i kamerzysta będą godzinę przed ślubem . - coś jeszcze?
- Nie synku, stresujesz się?
- Nawet nie, tak bardziej to się cieszę.
- To dobrze. Gdzie masz garnitur?
- W pokoju. Daj spokój mamo będzie dobrze. – powiedziałem i się uśmiechnąłem. Po chwili dodałem. – Idę do domu Mii zobaczyć jak tam Ann i na kawalerski.
- W porządku synku, tylko wróć na obiad. 
- Mamoo, nie mam pięciu lat. – odpowiedziałem i wyszedłem.

Dom Mii nie był daleko dlatego po około 15 minutach spacerku byłem na miejscu. Wszedłem do środka i powiedziałem :
- Cześć dziewczyny.
- Aaaa!  Ania  chowaj się David idzie – wrzasnęła dziewczyna
- Czemu? Co się stało?
- To ty nie wiesz że nie ogląda się panny młodej w sukni przed ślubem?
- No wiem.
- No to co się głupi pytasz?
- Bo lubię.  
- Cześć Kochanie. – powiedziała Anna wychodząc z pokoju.
- Hej – odpowiedziałem i pocałowałem ją na powitanie.
Kilka minut później przyszedł Lucas nucący : „Co ja zrobiłem że się ożeniłem, chyba pijany byłem” za co dziewczyny spiorunowały go wzrokiem. Spędziliśmy razem całkiem miłe popołudnie by później móc rozdzielić się na swoje wieczory. Na moim kawalerskim była cała reprezentacja i większa połowa Chelsea. Podobno było fajnie, ale jakoś po północy urwał mi się film. Na szczęście Lucas pilnował żebym nie zrobił nic głupiego.
 Dzień przed ślubem obudziłem się z kacem w mieszkaniu Piazona. Dzień zleciał całkiem normalnie, ale pod wieczór zacząłem się jednak stresować. To była masakra. Dostałem lekkiej histerii. uratował mnie Luc, uspokajając że wszystko będzie dobrze i że on tego dopilnuje. Tego wieczoru to on był jedynym ogarniętym w naszej paczce. 

Ślub miał być o 15 a ja obudziłem się 10 godzin wcześniej zniecierpliwiony co skutkowało drzemką na około 4 godziny przed ceremonią.  O godzinie 14 pod mój dom przyjechał fotograf i kamerzysta, co oznaczało że czas się zbierać. Wbiłem się w garnitur i poszedłem do samochodu przystrojonego przez Lucasa i moją mamę. Jadąc po Annę Lucas znów nucił „co ja zrobiłem że się ożeniłem” ale widząc moją reakcję się uspokoił. Kiedy zobaczyłem Annę w sukni ślubnej zaniemówiłem. Pojechaliśmy do kościoła. Całą ceremonię czekałem tylko na przysięgę. Po słowach: „Co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela” byłem już naprawdę szczęśliwy. Po wyjściu z kościoła zostaliśmy obsypani ryżem i płatkami róż.

Wesele zaś trwało do białego rana, podczas oczepin krawat i welon złapali Luc i Mia. Podczas gdy wszyscy się śmiali „Lucas wy następni” Luca uklęknął przed Mią i się jej oświadczył.
Podróż poślubną planowaliśmy dopiero po mundialu więc od poniedziałku wróciliśmy do codziennego życia.


 

wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział 10



Hej. Jest to przedostatni rozdział na tym blogu, ponieważ skoro David odchodzi to jest idealny moment by zakończyć to opowiadanie. Rozdział może krótki ale dużo się w nim dzieje. Miłego czytania :)
******************
Kilka dni później
***********
David

Co ten pajac Rafael dalej robi w MOIM domu? Okej, zgodziłem się na kilka dni ale nie ponad dwa tygodnie. Nie ma mowy. Tak dalej nie będzie. Wziąłem jego walizki z zaniosłem na dół do hallu i zostawiłem na nich kartkę na której napisałem : „Znikaj z naszego życia ty śmieciu. Nie chcę cię tu więcej widzieć. Jeżeli po moim powrocie te twoje pedalskie walizeczki będą znów w MOIM mieszkaniu, to wylądują razem z tobą w Tamizie. Pozdro – David” Po tym zdarzeniu Rafa zostawił nas w spokoju. Powiedziałem o wszystkim Annie, która nawet ucieszyła się z tego faktu. Nie wiem czemu zmieniła zdanie, ale to bardzo dobrze. Od tej pory byliśmy bardzo zgodną parą.
**********************
Rok później

Wielkimi krokami zbliżał się Mundial. W sezonie 2013/2014 Chelsea nie udało się nic zdobyć. Mówi się trudno. Siedziałem sam w mieszkaniu kiedy dostałem telefon od asystenta Mou żebym jak najszybciej zjawił się na Stamford. Bez zastanowienia wsiadłem w samochód i kilkanaście minut później siedziałem w gabinecie z Romanem i z Jose, którzy oznajmili mi że PSG daje za mnie 50mln euro. Byłem w szoku. Kiedy zdążyłem pokochać ten klub i tych kibiców mam się przenieść do Paryża?
– Żartujecie sobie? – zapytałem
- Niestety David. Wszystko jest wstępnie dogadane. Taki jest football. – powiedział Abramowicz.
- No dobrze. Trudno. To ja już pójdę. – odpowiedziałem i wróciłem do samochodu.

Nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. A przede wszystkim nie wiedziałem co mam zrobić. Przecież Anna nie zostawi Londynu. Może jestem głupi ale żeby ją przy sobie zatrzymać, postanowiłem się jej oświadczyć. Tak więc, udałem się do Jubilera, Kwiaciarni i zamówiłem w cateringu ulubione dania mojej ukochanej. Kiedy wróciła z pracy była nieźle zdziwiona. W końcu nie jestem typem romantyka. Po zjedzeniu kolacji poprosiłem Ann na balkon i uklęknąłem przed nią i powiedziałem :

- Anno, czy zechciałabyś zostać moją żoną?
- David, czy ty to robisz żeby mnie zatrzymać? Wiem o transferze. Powiadomili już media. Kiedy chciałeś mi o tym powiedzieć? - odpowiedziała
- A to świnie. Tak, to też jest powód moich oświadczyn. Ale głównym powodem jest to że Cię kocham i uznałem że już czas się pobrać. To jak będzie? Odpowiesz mi?
- David, no sama nie wiem.
- Mam pomysł. Weźmiemy ślub jak najszybciej. Najlepiej w Brazylii. Będzie dobrze, zobaczysz.
- No dobrze zgadzam się, ale od jutra planujemy itp.
- Oczywiście skarbie ty mój najukochańszy.  – odparłem, wziąłem Ją na ręce i zacząłem całować.

wtorek, 18 marca 2014

Rodział 9

 Chciałam przeprosić że przez długi czas tu nic nie pisałam. Jestem w klasie maturalnej i mam strasznie dużo nauki i nie wyrabiam :( za to w dzień meczu z kebabami macie rozdział 9 :D


 *************************

Następny dzień był dla piłkarzy bardzo pracowity, trener dał im niezły wycisk i wszyscy wrócili do hotelu padnięci. Tego dnia byłam umówiona z Mią. Powiedziała że przyjdzie ze swoim kuzynem. Zgodziłam się od razu, lecz wtedy jeszcze nie wiedziałam że jej kuzynem jest mój były chłopak Rafael. Gdy go zobaczyłam byłam nieźle zdziwiona.

  • Hej Anna. - przywitała mnie Brunetka.
  • No hej. - odpowiedziałam.
  • To jest właśnie mój kuzyn Rafael – powiedziałyśmy jednocześnie.
  • My się znamy – powiedział Rafa
  • Aha. To fajnie. - powiedziała Mia i ruszyliśmy na plażę.

Dzień w towarzystwie Rafaela okazał się być całkiem miły. A spędziłam go z nim ponieważ Mia musiała wrócić do domu bo jej pies zjadł jej mamie krem na cellulit.A Mama
Mii spanikowała. Wieczorem Rafa odprowadził mnie do hotelu i pożegnał buziakiem w policzek. Niestety widział to David.

  • Hej Misiu. Jak tam dzień? - zapytałam zamykając za sobą drzwi od pokoju.
  • Słabo, ale twój widzę był zajebisty. - odpowiedział z sarkazmem.
  • O co ci chodzi?
  • O co mi chodzi? O tego fagasa przed hotelu. Kto to do cholery jest?
  • Więc to jest Rafa. Kuzyn Mii a mój dawny znajomy.
  • Aha, a przysięgasz że nic Cię z nim nie łączy?
  • Przysięgam. Kocham Cię głuptasie,
  • Wiem, Ja Ciebie też.


Brazylijczykom w Pucharze szło bardzo dobrze. Puchar Konfederacji się skończył. Wygrała oczywiście Brazylia, więc trzeba było wrócić do Londynu. Z niechęcią rozstawałam się z tamtym krajem no i oczywiście z Sao Paulo, w którym zawsze było ciepło. Nie to co w Londynie. Deszcz zimno i wieje.
###################################
David:

Wróciliśmy do Londynu i zdążyłem się przekonać że coś się zmieniło. Ja tak dalej nie umiem. Nie wiem co się stało ale Anna zmieniła się o 180 stopni. W ogóle nie spędzała ze mną czasu. Wolała Rafaela. Ten wyjazd miał nas do siebie zbliżyć a wyszło na odwrót. Pewnego dnia Anna ucieszona wpadła do mieszkania i oznajmiła:

  • Kochanie Rafa przyjeżdża. Cieszysz się?
  • Jak kot w studni. - odpowiedziałem.
  • Ej co jest?
  • Nic, nic. Tylko jesteś nie odpowiedzialna. Dlaczego oddałaś Hadesa?
  • No bo mnie denerwował.
  • A idź ty głupia babo. - powiedziałem i wyszedłem z mieszkania.

Po prostu usunąłem się z drogi. Wolałem na to patrzeć z boku. Ta ich relacja jest dziwna. Nie rozumiem jej. Czyżby przestała mnie kochać?

Anna:

W Londynie strasznie mi się nudziło, więc zaprosiłam tu Rafę. On jest świetny, Uwielbiam spędzać z nim czas. Zaraz zaraz, przecież ja mam Davida. Przez ostatnie dwa dni nie zamieniłam z nim więcej niż 5 zdań. Przeanalizowałam sytuację. Uświadomiłam sobie, że tak było już w Brazylii. Co prawda widziałam że David chodzi jakiś wkurzony i znikał na całe dnie, a szczególnie gdy na horyzoncie pojawiał się Rafael, a jego uśmiech, ten uśmiech który mnie oczarował i w którym się zakochałam zniknął. Zdałam sobie sprawę co robię, że tracę tego którego kocham i to bezpowrotnie.

wtorek, 15 października 2013

Rozdział 8


  Przed przeczytaniem polecam luknąć do zakładki "Bohaterowie" i  przepraszam za tak długą nieobecność na tym blogu ale naprawdę nie miałam jak tutaj co kolwiek napisać :(  Dobra czytajcie :D

Następnego dnia rano usłyszałam pukanie do drzwi. Po szczekaniu Hadesa już wiedziałam że to moja siostra i jej głupi mąż. Otworzyła im Jula. Gdy Patrick ją zobaczył powiedział do niej:
-         Ej ty jesteś sprzątaczką? Zabieraj ode mnie tego kundla.
-         Nie jestem żadną sprzątaczką frajerze. A Hades jest mądrzejszy od ciebie i do tego rasowy. – odgryzła się dziewczyna
-         Nie obchodzi mnie to. – w tym momencie do pokoju weszłam ja i odpowiedziałam:
-         I dobrze. Trzymaj- powiedziałam i rzuciłam torbą z rzeczami małej w jego stronę. I wynocha mi stąd.
-         Chodź Emilka. – Powiedziała Wera, wzięła małą na ręce i poszli.
-         Dobra ja też już idę. – powiedziała ruda i także wyszła.
-         Ok., to pa.- odpowiedziałam i wróciłam do spania.

Niestety sen nie trwał zbyt długo, mały piesek chciał na spacer. Zwlekłam się z łóżka ubrałam dres i wyszłam z psem do pobliskiego parku. Po powrocie zrobiłam sobie i psu śniadanie i zabrałam się za pakowanie walizek. Kiedy już to zrobiłam wyszłam do pracy.

Wieczorem wracając do naszego mieszkania zobaczyłam że drzwi są otwarte. Z obawy że zostało ono odwiedzone przez złodzieja byłam trochę wystraszona. Aż nagle zza drzwi sypialni wyszedł mężczyzna, a że w mieszkaniu panował półmrok to zdzieliłam go torebką.

-         Ała, Kochanie Zwariowałaś? – zapytał David.
-         Ojejku, przepraszam Misiu. Myślałam że to złodziej
-         No nie wiem po co miałbym włamywać się do własnego domu. To nie logiczne.
-         Sam jesteś nie logiczny. Gdzie pies?
-         U Juliosidy. A co?
-         Nie nic. W gościnnym są już walizki spakowane.
-         Widziałem. O 4 rano mamy samolot do Brazylii. Lepiej idźmy spać.
-         Okej. Tylko skoczę pod prysznic. – powiedziałam i udałam się do łazienki. Gdy wróciłam David już spał, więc wtuliłam się w niego i zasnęłam.

Rano pojechaliśmy na lotnisko i już kilka godzin później podziwialiśmy piękną Brazylię. Po zameldowaniu się w hotelu David pobiegł na trening bo za 3 dni miał rozpocząć się puchar konfederacji. Siedziałam sama w pokoju aż nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Gdy je otworzyłam ujrzałam brunetkę mojego wzrostu lecz widać było że jest ode mnie parę lat młodsza. 
-         Cześć Jestem Mia. Ty jesteś Anna prawda? – powiedziała dziewczyna.
-         No tak. A skąd wiesz?
-         David mnie tu przysłał, żebyś się nie nudziła. A no i jestem dziewczyną Piazona.
-         Aha no to miło.
-         Pewnie. Zabieraj torebkę i lecimy. Obiecałam że pokażę ci parę miejsc.
-         Okej. Daj mi 5 minut. – odpowiedziałam po czym spakowałam wszystko co było mi potrzebne i ruszyłyśmy na miasto.

Po całodniowym łażeniu z Mią po mieście byłam padnięta, aczkolwiek umówiłyśmy się jeszcze na wieczorną imprezę w towarzystwie chłopaków.

Ja na imprezę postanowiłam ubrać się w błękitną rozkloszowaną sukienkę bez ramiączek. Mia także wybrała sukienkę lecz czarną z koronki. Zrobiłyśmy sobie nawzajem makijaże i ruszyliśmy w kierunku imprezowni.

Według chłopaków impreza była trochę nudna więc Piazon zamówił u DJ’a kilku rumuńskich hitów Disco polo za co reszta klubu miała ochotę zrobić z niego szaszłyki , lecz na szczęście im się to nie udało.

Następny dzień nie zapowiadał się zbyt wesoło dla całej drużyny.

piątek, 19 lipca 2013

Rozdział 7

Sorki że nic nie dodawałam ale nie miałam komputera... dobra nieważne macie 7 :)


-         No mów. Jestem ciekawa czego chce ta flądra.
-         Widzę że nie przepadasz za siostrą.
-         No nie specjalnie. Nie zaprosiła mnie na swój ślub bo nie miałam z kim iść.
-         Aha.Głupia. W każdym bądź razie Ona i jej mąż jadą na wakacje i nie mają co zrobić z małą Emilką. Możemy się nią zająć? Proszę cię noo, wiesz jak lubię dzieci.
-         No dobrze ale tylko dlatego że to moja siostrzenica. Ile ona w ogóle ma? Powiedziała ci?
-     No tak. 15 miesięcy.
-         To nie tak źle. Dobra zadzwonię do niej później.  A ty idź po mojego pieska.
-         Jak sobie życzysz kochanie. Dla ciebie wszystko.

Po śniadaniu Luiz poszedł po psa a ja zadzwoniłam do mojej siostry.
-         Halo Weronika?
-         No tak. Anka?
-         Tak. Weźmiemy Emilkę.
-         A ty mieszkasz z jakimś kolesiem?
-         Z Davidem Luizem.
-         No właśnie on mi się też tak przedstawił ale jakoś wam nie wierzę.
-         Dobra, przyjedziesz to się sama przekonasz. Adres prześle ci później smsem
-         No okej, pogadamy jak przyjadę. Buziaczki papa

Odłożyłam telefon i poszłam się umyć przebrać i pomalować. Po pół godzinie przyszedł David z pieskiem na smyczy. Był cały czarny tylko łapki miał jasne.

-         Kochanie. Wróciłem i mam piesia. – zawołał gdy tylko wszedł
-         To super. Dziękuje. Pokaż go. – powiedziałam a chłopak pokazał mi zwierzątko. No śliczny jest.
-         Nie tak śliczny jak ty. – odpowiedział i pocałował mnie.
-         Kochany jesteś.
-         Wiem. W ogóle to przeraża mnie fakt że twoja siostra ma 21 lat, męża i dziecko.
-         Ona jest z nim od 6 lat. Pobrali się dwa lata temu
-         Aha, a ładna jest?
-         Jak lubisz tlenione blondynki, to tak.
-         To już wolę ciebie.
-         A ja wolę mojego Hadesa.
-         Kogo?
-         No tego małego słodziaczka.
-         To ja nie jestem słodki?
-         Jesteś ale nie aż tak.
-         A weź. Nie lubię Cię.
-         Wiem. Ja ciebie też nie.

Dwa dni później do naszego mieszkania zapukała rodzinka mojej siostruni. Wera i Patrick byli zaskoczeni że to co powiedziałam im przy wyjeździe z Hiszpanii (czyli: zobaczycie będę mieszkać lepiej niż wy i znajdę sobie fajnego wysportowanego faceta) się spełniło. Posiedzieli chwilkę i taksówką pojechali na lotnisko. Nie minęło pół godziny a Luiz już uczył małą gry w nożną na środku salonu. Naprawdę ją polubił, nawet chciał żeby Emilka spała w nocy z nami ale mi ten pomysł średnio się podobał.
Kiedy Chelsea wyjechali do Stanów i musiałam zostać jeszcze kilka dni z Emilą mała stała się nie do zniesienia. Rzucała we mnie zabawkami, nie chciała spać, uciekała przedemną, nie chciała jeść itd. Kiedy już naprawdę nie dawałam sobie rady, zadzwoniłam po Julę.

-         I kiedy był David to wszystko było ok.? – zapytała moja przyjaciółka po tym jak wreszcie udało nam się uśpić małą blond diablicę.
-         Tak, jest zupełnie taka jak moja siostra w dzieciństwie.
-         No popatrz. Takie to małe a takie fałszywe.
-         Jeszcze dwa dni, dwa dni. Nie wytrzymam. Pomożesz mi?
-         Jasne, ale tylko dlatego że sama też by mnie z nią trafiło- powiedziała Jul po czym wyszła na balkon zapalić papierosa.

Następnego dnia zadzwonił David. Poprosił mnie abym spakowała dwie walizki, jedną dla niego i jedną dla mnie. Powiedział jeszcze tylko że pojedziemy w wyjątkowe miejsce po czym powiedział że musi kończyć i odezwie się jutro.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział 6

Miałam wam nie dawać nic jeszcze przez tydzień ale że wybitnie mi się nudzi to macie szóstkę. Miłego czytania. Ten jest zdecydowanie najdłuższy :)


-         David, po co mnie tam ciągniesz? Co tam jest? – pytałam.
-         Coś, czekaj chwile i już ci pokazuje. – odpowiedział i zamknął za sobą drzwi.
-         Tylko szybko bo nie chce mi się czekać.
-         Okej, wchodź. – powiedział i otworzył drzwi. Weszłam do pokoju i rozejrzałam się.
-         Coś się tu zmieniło? - zapytałam
-         Weź, jak mogłaś nie zauważyć, zasłonki powiesiłem.
-         A no tak. Ładne. Muszą być w samochodziki?
-         Jak ci nie pasują to je zdejmę.
-         Mogą zostać. Ale to jakaś aluzja może jest?
-         Nie no po prostu fajne są.
-         Okej, wariacie ty mój.
-         Dobra , dobra. Chodź na basen. – powiedział Luiz i poszedł szukać torby
Po powrocie z basenu zamówiliśmy pizzę. Po zjedzeniu poszliśmy spać.

Kilka dni później

Przyszedł dzień moich urodzin i zarazem finał ligi europy. Piłkarze z Chelsea pojechali już do Amsterdamu kilka dni temu. Ja i Monika dziewczyna Azpiego niestety nie mogłyśmy jechać z nimi. Myślałyśmy że zobaczymy ten mecz w telewizji, ale dostałam e-mail z rezerwacją na dwa bilety do Holandii. To nasi chłopcy załatwili nam wszystko. Hotel, lot w dwie strony i bilety na mecz w loży VIP’ów. Trochę nie dowierzając spakowałyśmy się i pojechałyśmy na lotnisko, gdzie okazało się że jak najbardziej wszystko jest okej  i bilety są już zapłacone.

Po przylocie pojechałyśmy do hotelu. Był to hotel w którym zakwaterowani byli również chłopcy. Podeszłyśmy do recepcji i powiedziałyśmy że mamy rezerwację i chcemy się zakwaterować. Pani na recepcji poprosiła o nasze dowody i odpowiedziała: „ Pani Salbert pokój nr 321 pani narzeczony opłacił wszystko. Oto Pani klucz.” – po czym wręczyła Monice kartę i zawołała boya hotelowego aby zaniósł jej bagaż. Natomiast do mnie powiedziała: „ Pani Lambre. Mam dla Pani wiadomość oraz Pan Luiz zostawił przesyłkę w pokoju. Proszę oto Pani klucz i wiadomość.” – zabrałam od niej kartę do pokoju 322 i kopertę z listem. Mój bagaż również niósł za mnie boy. Pierwszym co zrobiłam po dotarciu do pokoju było otworzenie listu. Jego treść była następująca:

„ Aniu, Kochanie ty moje. W dniu Twoich urodzin chciałbym Ci życzyć wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń  i dużo, dużo szczęścia. Pamiętaj , że bardzo bardzo Cię kocham i że to Ty jesteś dla mnie najważniejsza. Bez Ciebie moje życie nie miało sensu i dzień w którym spotkałem Cię w Tesco był jednym z najlepszych. Bardzo chciałbym być teraz z tobą i chciałbym powiedzieć ci to prosto w twoje piękne oczy. Twojego prezentu niestety nie mogłem ze sobą tutaj wziąć ale na odwrocie masz jego zdjęcie. Twój zastępczy prezent leży na łóżku. Mam nadzieję że ci się spodoba. Jeszcze raz wszystkiego co najlepsze i widzimy się po meczu. Twój David.”

Na odwrocie było przyklejone zdjęcie pieska, a na łóżku leżała klubowa koszulka Davida, bilet i pierścionek. Monika także dostała koszulkę i bilet z tym że Azpilicuetty. Po ogarnięciu się poszłyśmy pooglądać trochę miasto. Ponieważ wieczorem miał być finał nie miałyśmy zbyt dużo czasu. O 18 poszłyśmy się przebrać w koszulki od chłopaków i zabrać bilety. O 20 byłyśmy już na Amsterdam ArenaA. Chwilę po ceremonii otwarcia padł pierwszy gwizdek i zaczęła się gra o zwycięstwo. Od 1 minut Benfica była silniejsza, nawet strzelili bramkę ale że była ona ze spalonego sędzia jej nie zaliczył. Do przerwy utrzymywał się wynik 0:0. Druga połowa była już lepsza. W 60 Minucie po podaniu piłki przez Petra Cecha do Fernando Torresa minął On obrońców, okiwał bramkarza i wbił futbolówkę do bramki Benfiki. Niedługo później sędzia stwierdził że Azpi zagrywał ręką i podyktował rzut karny dla zespołu z Lizbony. Chwila niepewności , padła bramka i szanse znów były wyrównane. Jednak to Ibramovic w doliczonym czasie strzelił decydującego gola i Chelsea zdobyła swój pierwszy puchar europy.

Rano wszyscy szczęśliwi, zadowoleni, po świętowaniu i z pucharem wracali do Londynu. W samolocie było dosyć wesoło ponieważ David i Hazard przygotowali innym różne żarty. Na przykład Torres w swoim bagażu podręcznym miał lewą skarpetkę Oscara a ten miał lewą skarpetkę Fernando, zaś i Poda Maty zamienili na takiego samego tylko że z samymi piosenkami 1D i Justina Biebera. Mimo wszystko to nie popsuło im humorów. Z lotniska Heatrow wrócili do swoich domów.

Dzień później

Siedziałam w mieszkaniu i czekałam aż David wróci ze spotkania przed wyjazdem do Stanów. Długo nie wracał. Zdenerwowana dzwoniłam parę razy. Nie odebrał. W końcu o 1 w nocy wrócił do mieszkania trochę z nietrzeźwiony i położył się na kanapie. Już zasypiał ale niestety do salonu weszłam ja i zaczęłam:
-         David gdzie byłeś? Martwiłam się.
-         Na Imprezie. Lucas Piazon wrócił  trzeba było to opić.
-         Dobra, i nic mi nie powiedziałeś.
-         Zapomniałem.
-         Aha, dobra chodź do sypialni. – powiedziałam i pomogłam mu wstać. A tak w ogóle to gdzie moja psinka jest?. – zapytałam.
-         O cholera. Ja głupi, jutro ci go przyniosę. Kochana jesteś.
-         No wiem, żebyś ty też taki był. – odparłam i poszliśmy spać.

Rano, kiedy wstałam Luiza nie było obok mnie. Już miałam się wściec, ale kiedy weszlam do kuchni zobaczyłam Go zmagającego się z patelnią.
-         O cześć słonko. – przywitał mnie uśmiechem i buziakiem. Siadaj, napij się soczku a ja zaraz podam ci kawę i tosty z jajecznicą.
-         Okej, coś się stało? – zapytałam z podejrzeniem
-         Nie. Po prostu cię kocham. Chociaż z drugiej strony dzwoniła twoja siostra i poprosiła nas o coś. Wstępnie się zgodziłem.
-         O co? Jestem ciekawa czego chce ta flądra. 
Zdjęcie pieska :) Tak to mój :D

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 5

Z okazji dnia dziecka oraz tego że moja pralka umarła macie piątkę :)


 
-         Czekałem na ciebie
-         Fajnie. Możesz mi wreszcie powiedzieć co robisz po nocach?
-         Nie muszę ci się ze wszystkiego tłumaczyć
-         Znów zaczynasz?
-         Chyba ty zaczęłaś
-         A weź zamknij się już
-         Nie mów mi co mam robić.
-         Spadaj buraku. – powiedziałam i poszłam na balkon

Siedziałam tam chwilę aż przyszedł David, przytulił mnie od tyłu, pocałował w policzek i powiedział :
-         Kocham Cię.
-         Wiem, Ja Ciebie też.
-         Przepraszam, ale nie mogę ci nic powiedzieć. Dowiesz się niedługo.
-         Okej wybaczam. Stresujesz się tym meczem z United?
-         No tak trochę, trener nam mówi że musimy wygrać żeby zdobyć jak najwięcej punktów. To dla nas ważne
-         No wiem wiem, chodź zrobimy obiad. – odparłam i ruszylismy do kuchni

Po obiedzie wybraliśmy się na długi spacer ponieważ pogoda w dalszym ciągu była świetna.

Przyszedł dzień meczu z MU. Chłopakom z Chelsea nie poszło aż tak źle, 0:1 i 3 punkty na konto niebieskich to dobry wynik. W środę czeka ich kolejny mecz z Tottenhamem, następny grają w sobotę z Aston Villą którą ograli już 8:0 i nastepnie w środę 15 maja w moje urodziny czeka ich finał ligi europejskiej z Benfica Lizbona dawnym klubem Davida.

Ale wracając do Tottenhamu. Mecz zakończył się wynikiem 2:2. i po 1 punkcie dla każdej z drużyn. Po meczu drzwi naszego zatrzasnęły się z hukiem. Wściekły David rzucił torbę treningową w kąt przedpokoju i przyszedł do salonu gdzie ja oglądałam film.
-         Cześć. Gdzie jest obiad do cholery? Zapytał piłkarz
-         W kuchni a gdzie ma być?
-         Gdzie w kuchni?
-         Na kuchence. Ślepy jesteś? Weź sobie – odpowiedziałam, wstałam z kanapy i zamierzałam wyjść do sklepu.
-         A ty gdzie? Zapytał Luiz i chwycił mnie za nadgarstek.
-         Chyba nie muszę ci się ze wszystkiego tłumaczyć. Puść mnie kretynie.
-         Znowu zaczynasz?
-         Ide do sklepu. Weź się ogarnij. – powiedziałam, wzięłam torebkę i wyszłam z mieszkania.
-         Kup mi nutellę. – krzyknął z balkonu , kiedy byłam już na dole,

Zrobiłam najpotrzebniejsze zakupy w pobliskim sklepie i wróciłam do Davida.

-         Masz nutelle? Zapytał od razu gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi.
-         Mam. Łap. – odpowiedziałam i rzuciłam słoikiem w jego stronę.
Dzięki. Kochana jesteś. Chodź coś ci pokażę. – odparł i zaczął mnie ciągnąć w stronę sypialni.